Seria o marynarzu piracie, włóczędze i romantycznym awanturniku Corto Maltese, autorstwa mistrza Hugona Pratta, od pięćdziesięciu lat rozpala umysły i wyobraźnie czytelników. Jest coś wyjątkowego w tych historiach marynistycznych i przygodowo-awanturniczych, że działają na czytelnika jak magnez. Na pewno wpływ ma na to ponadczasowa postać głównego bohatera, a zarazem swoistego dobrotliwego nikczemnika, która wypełnia cały obszar narracji, gdyż w swoim obrazie, a zaprezentowanym jakże przekonująco przez Pratta, jego postawa (przewrotna, bitna i szelmowska) wpisuje się w jakże modną obecnie w popkulturze konwencję poczciwego chojraka ze wszelakimi skazami.
Od sierpniu br. (dzięki wydawnictwu Egmont) w dobrych księgarniach można zakupić trzeci tom pt. „Zawsze trochę dalej”. W tym miejscu należy wspomnieć, iż jest to całkowicie premierowy i to w dwójnasób odcinek tego wspaniałego serialu. Premierowy w dwójnasób? Jak najbardziej. Po pierwsze nie pojawił się wcześniej w niepełnej czarno-białej edycji wydawnictwa Post, po drugie został wydany w kolorze, a poza tym pod względem edytorskim zadbano o każdy element rzemiosła.
Jest więc: twarda oprawa, a w środku najlepszej jakości materiały do wydruku, czyli nie ma tzw. „pikselozy”, plus pachnąca kreda i farba drukarska oraz świetna wklejka w formie mapy świata z zaznaczonymi na niej miejscami akcji poszczególnych komiksów.
„Zawsze trochę dalej” jest zbiorem pięciu fabułek: „Głowy i grzybki”, „Bananowa conga”, „Wudu dla pana prezydenta”, „Zatoka Pięknych Snów” i „Baśnie i dziadkowie”. Aczkolwiek fabułki owe, mimo że pozornie niezależne, są ze sobą powiązane. Akcja trzeciej części rozpoczyna się dokładnie w momencie zakończenia poprzedniej, lecz początkowo osadzona jest w mieście Maracaibo we Wenezueli roku pańskiego 1917.
Jak dobrze pamiętasz po rozpierdusze z gangiem Ewangelistów postrzelony w głowę Corto Maltese stracił pamięć. Na jego szczęście, albo nieszczęście osobą, która stara się mu pomóc, jest profesor Jeremiasz Steiner. Na firmamencie tej pomocy pojawia się nowa enigmatyczna postać, a jest nią niejaki Lewi. Otrzymane od niego grzybki halucynogenne, jeśli nie zaszkodzą, to z pewnością pomogą, a odzyskana w ten sposób tożsamość pozwali Corto ruszyć żaglowcem w kierunku Ameryki Środkowej i ku nowej przygodzie. Tam po raz kolejny wplącze się w niezłą pierepałkę. Bunt w bananowej republice i pewna tajemnicza walizka doprowadzi go do dawnej znajomej (władczyni Karaibów i wybrzeży Ameryki Południowej), a zwanej Złotoustą. Nasz chojrak ponownie zostanie zaskoczony jej postawą, ale przede wszystkim jej przepowiedniami. Nie będzie to ostatnia sytuacja w tej opowieści, w której pojawi się jakiś motyw kabalistyczny, a wręcz nadnaturalny. Magia biała, zielona, czerwona, czarna jest od zawsze związaną z wudu, a Corto jako syn cygańskiej wiedźmy z Gibraltaru będzie musiał się z tą magią zmierzyć. Bardzo szybko okaże się, iż w tej grze nie wszystko jest takie, jakim się początkowo wydaje. Od tego momentu ruszy ogrom wydarzeń, w których także trup będzie ścielił się gęsto, a nasz bohater zostanie wciągnięty w kolejne intrygi. Kolejne historie, jedna dotycząca porucznika Stuarta i druga związana z misją odszukania w dżungli wnuka doktora Stone'a, obnaży jego prawdziwy charakter. Jaki? Przekonaj się!
Jest coś niezwykłego w tych historiach wymyślonych przez Hugona Pratta. Jest coś wciągającego nawet po tylu latach. Czytasz i nie możesz oderwać się od nich! Pochłaniasz każdą planszę, każdy kadr, każdą mapkę i zachłannie chwytasz ten klimat swarliwych morskich opowieści, gdzie przygoda, goni przygodę. Pochłaniasz każdą planszę i wyprawiasz się z bohaterami po wyspach i małych państewkach Ameryki Południowej, a potem przedzierasz się z nimi słabo znanymi szlakami, a na których napotykasz Indian, Metysów, wszelakie dzikie ludy i ich magię oraz rytuały, a za moment szukasz skarbów mitycznego Eldorado, albo jesteś uczestnikiem rewolucji.
Hugon Pratt ma dar do opowiadania takich bonanz, a jeszcze do tego bardzo wiele z nich oparł na podstawach historycznych. Co rusz w albumie pojawiają się znane osoby, wojskowi, podróżnicy, albo literaci, lub ich dzieła, a dzięki temu opowieść jest jeszcze bardziej klimatyczna. Czasem ten klimacik ukryty jest pod obrazami charyzmatycznych postaci i ich przygód, a czasem, gdy usłyszysz przezabawne i przedniej marki dialogi, w których mocno bryluje nasz Corto. Ten klimacik pojawia się również w chwili pozornego chaosu, albo w momencie, gdy główny bohater odpoczywa w swoistej melancholijności i ma wszystko i wszystkich gdzieś! Przykłady można mnożyć, ale ten harmider jest pierwszorzędnie esencjonalny i wiarygodnie podany w tej awanturniczo-przygodowej historii. W tym właśnie tkwił geniusz Pratta, iż z jakże wyeksploatowanych tematów wyciągnął nową jakość.
Oprawa graficzna pozostała bez zmian i nadal prezentuje się uroczo. Zbudowana została na charakterystycznej dla artysty jednowymiarowej czytelnej kresce i jest bardzo malarska. Bez kozery, ale po tylu latach ten klasyczny sposób prezentacji i układu plansz i poszczególnych kadrów nie zestarzał się i ma swój wyraz, ale i moc oddziaływania. Na pewno bardzo dobry wpływ, na ten efekt i odbiór, ma swoista marynistyczna kolorystyka, a którą z błogosławieństwem Hugona Pratta, na potrzeby tej edycji, wykonała jego muza Patrizia Zanotti.
Podsumowując! Lektura trzeciej części przygód Corto wciągnie Cię bezgranicznie i spowoduje natychmiastowy głód kontynuacji. „Corto Maltese. Zawsze trochę dalej” trzyma wysoki poziom poprzednich tomów i po raz kolejny pokazuje geniusz Hugona Pratta. Artysta ten w tym miksie (awanturniczo-przygodowym i połączonym z wątkami fantastycznymi) potrafił wszystko poskładał i spiął tyloma genialnymi klamrami - pomysłowymi zarówno w warstwie fabularnej i wizualnej, że nadał opowieści rysu uniwersalności i ponadczasowości. Nie ma się co dziwić, że zachwycał się tą serią Umberto Eco! Przekonaj się i Ty! Nie zawiedziesz się!
Polecam!
autor recenzji:
Dariusz Cybulski
29.08.2017, 23:30 |